Zima na ramiona
moje spadła, niewinnością białym śniegiem...-mała poprawka, nie
na moje ramiona, a na wasze. Zamiast spadła chyba lepiej powiedzieć
przysypała. Białym śniegiem? Białość z pewnością gdzieś się
ostała, dominuje pewnie szarość -błota pośniegowego i żółć
psiej (i ludzkiej) uryny. Podczas gdy wy wciąż musicie oczekiwać
na przebitki psich kup spod śniegu (które niechybnie oznaczają
nadejście wiosny). Ja powolutku rozdziewam swoje nowe szaty króla,
zasadzam dupsko na fotelu, fotel zaś na balkonie, wyciągam kopyta,
włączam mp3 i wystawiam twarz (czy też ryj -jak to mówio młodzi)
do słońca. I nie mówię, że jest źle, bo jest fantastycznie. Nie
mogę przestać, już około sześciu godzin ta przepędziłem
(należy zauważyć, że robi się tu ciemno dopiero o 19 -w obecnym
momencie). Tak też grzeje się w lutowym słońcu i myślę o was
ciepło. Słońce jest idealne, daje radość, ale nie męczy,
grzeje, ale nie poci. Kiedy nudzi mi się już pozycja siedząca,
zmieniam miejsce wypoczynku na swój pokój, otwieram okno, kładę
się na łóżku, kopyta wyrzucam na parapet i słońce łapię w
pozycji horyzontalnej. W tak wygodnej pozie można nawet przysnąć.
Ja tu o
pogodzie, a miałem przecież o miłości i o młodości. Widać jaka
jest u mnie lista priorytetów.
Zatem na
wspomnianą już wcześniej kolację mojej kompaniery mieszkaniowej,
ostatecznie przyszły tylko dwie osoby, plus ja z półtoragodzinnym
spóźnieniem (zapowiedzianym, byłem w kinie). Nie powiem, nawet
współczucie się we mnie odezwało, że tylko dwie osoby przyszły
na tę jej kolację. Zatrzymam się jednak przy owej dwójce, oboje
ładni, oboje weseli, ona przy tym inteligentna i miła, on ignorant
z czymś na kształt ADHD. Tak też spotkali się Belg i Hiszpanka.
Lat 18. No i tak patrzę na te ich poradne, czy też nieporadne
podrywki, na te podwale. Nie no to nie są podwale, to nie jest nic
co wzbudza drwinę, to raczej wzbudza rozczulenie. Kiedy to było
kochani znajomi? Kiedy to wy mieliście po lat naście i byliście
zakochani? Kiedy to wy tak niewinnie szukaliście każdej okazji to
dotknięcia wybranka/wybranki? Wszystko pięknie, tylko jest jeden
problem, problem zasadniczy -czteroletni związek dziewczyny, a co za
tym idzie jej chłopak. Tak też skreślona sytuacja rodzi sytuację
dramatyczną, Romeo i Julia -jak podsumowała moja współlokatorka w
nocy w kuchni (kiedy tamtych dwoje stało spłakanych na klatce
schodowej od minut dwudziestu). Ja bym się nie posuwał tak daleko w
tych literackich analogiach, darowałbym sobie też omawianie całej
sytuacji dramatycznej. Z uwagi jednak na chęć poprawy stosunków z
sublokatorką rozmawiam z nią o tym (zwyczajnie inne tematy nie
istnieją). Zatem zawikłane położenie kochanków mnie niewiele
obchodzi. Ale fakt jacy byli niewinni w tych swoich czułościach,
nie-czułościach, bo w końcu na nic konkretnego pozwolić sobie nie
mogli w mojej obecności. Ale kochani, stary wyga wypatrzy te
muśnięcia dłonią, te przepychanki o siedzenie, te objęcia,
podnoszenia na rękach, te czułe słówka, toż samo oko zobaczy
brak reakcji ze strony białogłowy. Nie ukróci sytuacji, nie zrzuci
ręki, nie da po gębie, nie powie you better stop, stop beforeee. Ja
to widzę. Widzę, uśmiechnę się pod wąsem i czuje się jak stary
dziad. Niby tylko lat dwadzieścia i cztery mi zaraz stuknie, czyli
młodość w rozkwicie, ale tak człek patrzy, i duma, i się czuje
stary. A że ta subtelność i niewinność jest czymś innym w
porównaniu do tego co widuję na naszych spotkaniach towarzyskich
moi drodzy znajomi, to chyba tłumaczyć nie muszę. No, ale kto jest
bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem, ja nie rzucam, kamień
chowam zza pazuchę.
Zima na ramiona moje spadła...
Zima na ramiona
moje spadła, niewinnością białym śniegiem...-mała poprawka, nie
na moje ramiona, a na wasze. Zamiast spadła chyba lepiej powiedzieć
przysypała. Białym śniegiem? Białość z pewnością gdzieś się
ostała, dominuje pewnie szarość -błota pośniegowego i żółć
psiej (i ludzkiej) uryny. Podczas gdy wy wciąż musicie oczekiwać
na przebitki psich kup spod śniegu (które niechybnie oznaczają
nadejście wiosny). Ja powolutku rozdziewam swoje nowe szaty króla,
zasadzam dupsko na fotelu, fotel zaś na balkonie, wyciągam kopyta,
włączam mp3 i wystawiam twarz (czy też ryj -jak to mówio młodzi)
do słońca. I nie mówię, że jest źle, bo jest fantastycznie. Nie
mogę przestać, już około sześciu godzin ta przepędziłem
(należy zauważyć, że robi się tu ciemno dopiero o 19 -w obecnym
momencie). Tak też grzeje się w lutowym słońcu i myślę o was
ciepło. Słońce jest idealne, daje radość, ale nie męczy,
grzeje, ale nie poci. Kiedy nudzi mi się już pozycja siedząca,
zmieniam miejsce wypoczynku na swój pokój, otwieram okno, kładę
się na łóżku, kopyta wyrzucam na parapet i słońce łapię w
pozycji horyzontalnej. W tak wygodnej pozie można nawet przysnąć.
Ja tu o
pogodzie, a miałem przecież o miłości i o młodości. Widać jaka
jest u mnie lista priorytetów.
Zatem na
wspomnianą już wcześniej kolację mojej kompaniery mieszkaniowej,
ostatecznie przyszły tylko dwie osoby, plus ja z półtoragodzinnym
spóźnieniem (zapowiedzianym, byłem w kinie). Nie powiem, nawet
współczucie się we mnie odezwało, że tylko dwie osoby przyszły
na tę jej kolację. Zatrzymam się jednak przy owej dwójce, oboje
ładni, oboje weseli, ona przy tym inteligentna i miła, on ignorant
z czymś na kształt ADHD. Tak też spotkali się Belg i Hiszpanka.
Lat 18. No i tak patrzę na te ich poradne, czy też nieporadne
podrywki, na te podwale. Nie no to nie są podwale, to nie jest nic
co wzbudza drwinę, to raczej wzbudza rozczulenie. Kiedy to było
kochani znajomi? Kiedy to wy mieliście po lat naście i byliście
zakochani? Kiedy to wy tak niewinnie szukaliście każdej okazji to
dotknięcia wybranka/wybranki? Wszystko pięknie, tylko jest jeden
problem, problem zasadniczy -czteroletni związek dziewczyny, a co za
tym idzie jej chłopak. Tak też skreślona sytuacja rodzi sytuację
dramatyczną, Romeo i Julia -jak podsumowała moja współlokatorka w
nocy w kuchni (kiedy tamtych dwoje stało spłakanych na klatce
schodowej od minut dwudziestu). Ja bym się nie posuwał tak daleko w
tych literackich analogiach, darowałbym sobie też omawianie całej
sytuacji dramatycznej. Z uwagi jednak na chęć poprawy stosunków z
sublokatorką rozmawiam z nią o tym (zwyczajnie inne tematy nie
istnieją). Zatem zawikłane położenie kochanków mnie niewiele
obchodzi. Ale fakt jacy byli niewinni w tych swoich czułościach,
nie-czułościach, bo w końcu na nic konkretnego pozwolić sobie nie
mogli w mojej obecności. Ale kochani, stary wyga wypatrzy te
muśnięcia dłonią, te przepychanki o siedzenie, te objęcia,
podnoszenia na rękach, te czułe słówka, toż samo oko zobaczy
brak reakcji ze strony białogłowy. Nie ukróci sytuacji, nie zrzuci
ręki, nie da po gębie, nie powie you better stop, stop beforeee. Ja
to widzę. Widzę, uśmiechnę się pod wąsem i czuje się jak stary
dziad. Niby tylko lat dwadzieścia i cztery mi zaraz stuknie, czyli
młodość w rozkwicie, ale tak człek patrzy, i duma, i się czuje
stary. A że ta subtelność i niewinność jest czymś innym w
porównaniu do tego co widuję na naszych spotkaniach towarzyskich
moi drodzy znajomi, to chyba tłumaczyć nie muszę. No, ale kto jest
bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem, ja nie rzucam, kamień
chowam zza pazuchę.