Poranek,
prawdziwy poranek, godzina 8. Od niepamiętnych (polskich) czasów
wychodzę z mieszkania tak wcześnie i kroczę po ulicy razem z ludem
pracującym i uczącym się. Jednak życie o 8 rano tu istnieje.
Wsiadam do autobusu, jak za starych i nie takich znowu dobrych
czasów, kiedy to tłukłem się 23 na Stare Miasto. Pogoda lutowa,
czyli polska jesień, zimno, szaro, pada deszcz -swojsko. Wchodzę do
budynku, przed budynkiem młodzież, w środku zapach pasty do
podłogi, po kilku kwadransach rozlega się dzwonek. Co to wszystko
może oznaczać? Powrót do szkoły! Tak, tak moi mili, wkroczyłem
do przybytku przypominającego szkołę. Szkoła języków obcych dla
imigrantów, to tu polepszać będę swój hiszpański. Pani profesor
-filolog pa prafesji, koleżanka po fachu -tak teraz już koleżanka,
wszakże i ze mnie jest filolog. Krótka rozmówka o Szymborskiej
(zainicjowana przez profesorkę), kolejny test poziomujący i w końcu
zajęcia. Na zajęciach: kobieta po 40, wyglądająca na Rosjankę;
kobieta po 60 pewnie też Rosjanka, troje denerwujących ludzi z
Bułgarii, dwoje Afrykańczyków, w tym jeden śpiewający i
bekający, moja nieszczęsna kompaniera mieszkaniowa, dwie Chinki,
Arabka -Fatima i ja. W czasie zajęć ćwiczenia gramatyczne.
Mieliśmy życzyć czegoś innym uczestnikom ćwiczeń. Chodziło o
nauczenie się koniunktiwu, wyszła chwila prawdy: Afrykańczyk
pożyczył Chince, żeby była ładniejsza; Chinka profesorce żeby
była lepszym człowiekiem; 60letnia Rosjanka pożyczyła sobie w
końcu bycia szczęśliwą. Potem mieliśmy powiedzieć o nas
irytuje: co mnie irytuje w mojej współlokatorce, powiedz jej to.
Oczywiście rzuca się milijon myśli, w końcu wybieram najmniej
moim zdaniem chamską: myjesz się zbyt długo, ona zaś wybiera
zupełnie bez sensu, irytuje ją, kiedy ludzie ją naśladują.
Zapytana o argumentację, poproszona o rozwinięcie milknie. Arabka
skarży się na powszechne u Hiszpanów kłamstwo, profesorka próbuje
wybrnąć pokrętną teorią socjologiczną mówiącą, że każdy
człowiek kłamie dziennie około 50 razy. Przy innej okazji Bułgarzy
przeszkadzają sorce prowadzić zajęcia, Afrykańczyk ich napomina,
Bułgar insultuje Afrykańczykowi nazywając go głupim, Afrykańczyk
się wzburza, a ja oczami wyobraźni widzę ustawkę po lekcjach,
czyli wyrównanie rachunków za pomocą noży i pięści. Tak też
minęły pierwsze zajęcia. Poza lekcją chamstwa, braku wychowania,
smutku i goryczy życia 60letniej kobiety, powtórzyłem też
koniunktyw.
Powrót do szkół
Poranek,
prawdziwy poranek, godzina 8. Od niepamiętnych (polskich) czasów
wychodzę z mieszkania tak wcześnie i kroczę po ulicy razem z ludem
pracującym i uczącym się. Jednak życie o 8 rano tu istnieje.
Wsiadam do autobusu, jak za starych i nie takich znowu dobrych
czasów, kiedy to tłukłem się 23 na Stare Miasto. Pogoda lutowa,
czyli polska jesień, zimno, szaro, pada deszcz -swojsko. Wchodzę do
budynku, przed budynkiem młodzież, w środku zapach pasty do
podłogi, po kilku kwadransach rozlega się dzwonek. Co to wszystko
może oznaczać? Powrót do szkoły! Tak, tak moi mili, wkroczyłem
do przybytku przypominającego szkołę. Szkoła języków obcych dla
imigrantów, to tu polepszać będę swój hiszpański. Pani profesor
-filolog pa prafesji, koleżanka po fachu -tak teraz już koleżanka,
wszakże i ze mnie jest filolog. Krótka rozmówka o Szymborskiej
(zainicjowana przez profesorkę), kolejny test poziomujący i w końcu
zajęcia. Na zajęciach: kobieta po 40, wyglądająca na Rosjankę;
kobieta po 60 pewnie też Rosjanka, troje denerwujących ludzi z
Bułgarii, dwoje Afrykańczyków, w tym jeden śpiewający i
bekający, moja nieszczęsna kompaniera mieszkaniowa, dwie Chinki,
Arabka -Fatima i ja. W czasie zajęć ćwiczenia gramatyczne.
Mieliśmy życzyć czegoś innym uczestnikom ćwiczeń. Chodziło o
nauczenie się koniunktiwu, wyszła chwila prawdy: Afrykańczyk
pożyczył Chince, żeby była ładniejsza; Chinka profesorce żeby
była lepszym człowiekiem; 60letnia Rosjanka pożyczyła sobie w
końcu bycia szczęśliwą. Potem mieliśmy powiedzieć o nas
irytuje: co mnie irytuje w mojej współlokatorce, powiedz jej to.
Oczywiście rzuca się milijon myśli, w końcu wybieram najmniej
moim zdaniem chamską: myjesz się zbyt długo, ona zaś wybiera
zupełnie bez sensu, irytuje ją, kiedy ludzie ją naśladują.
Zapytana o argumentację, poproszona o rozwinięcie milknie. Arabka
skarży się na powszechne u Hiszpanów kłamstwo, profesorka próbuje
wybrnąć pokrętną teorią socjologiczną mówiącą, że każdy
człowiek kłamie dziennie około 50 razy. Przy innej okazji Bułgarzy
przeszkadzają sorce prowadzić zajęcia, Afrykańczyk ich napomina,
Bułgar insultuje Afrykańczykowi nazywając go głupim, Afrykańczyk
się wzburza, a ja oczami wyobraźni widzę ustawkę po lekcjach,
czyli wyrównanie rachunków za pomocą noży i pięści. Tak też
minęły pierwsze zajęcia. Poza lekcją chamstwa, braku wychowania,
smutku i goryczy życia 60letniej kobiety, powtórzyłem też
koniunktyw.