Polacy

Sevilla, El corte ingles, supermarket Mercadona:
krążę sobie między sklepowymi półkami w poszukiwaniu coli, nagle słyszę znany mi język. Dwa regały obok stoją schludnie ubrani Polacy, grupa osób czterech, jakoś po czterdziestce, dno koszyka wypełnione produktami spożywczymi, aktualnie zajmuje ich kwestia być albo nie być, czyli kwestia alkoholu.
-To co, dziś do kolacji pijemy wino, a jutro na śniadanie piwo, czy odwrotnie? -pyta kobieta o duszy organizatora.
-Gośka na śniadanie nie pije. Ja w sumie też pić nie muszę. -mówi ostatnia sprawiedliwa.
-Decyzja musi zapaść teraz. -odpowiada kategorycznie pierwsza.

Na seminarium poznałem dwie padrugi, Polki, a jakże. Wybraliśmy się na zwiedzanie wioszy, w której przebywaliśmy, zwiedzanie ograniczyło się do pierwszego napotkanego baru, czyli małe piwko przed kolacją. Siedzimy w tym małomiasteczkowym barze, co kto wchodzi to robi wytrzeszcz oczu na dwa blond łby i jeden czarny. Ostatecznie jednak lokalna społeczność wraca do swoich spraw, a my zajmujemy się swoimi, wymieniamy doświadczenia, żartujemy, w końcu jednym okiem oglądamy telewizję.
54 ofiary śmiertelne mrozu w Europie. -mówi tytuł reportażu. Ukazane są połacie śniegu, a potem jakieś biedne miasteczko. Szare niebo, ludzie o czerwonych buziach, a zwłaszcza o czerwonych nosach, puchowe kurtki, czapy, ogółem szaruga i bijąca w oczy nędza. Wymieniliśmy się spojrzeniami, pokiwaliśmy porozumiewawczo głowami i wydaliśmy werdykt: to chyba jakaś głęboka Rosja, albo wschodnia Ukraina. Proszę sobie wyobrazić nasze zdziwienie, gdy nagle kamera robi zbliżenie na autobus miejski (coś jak nasz Jelcz), a tam na szybie naklejka MPK RZESZÓW. Rzesz cie kwa ja ptle, Rzeszów! Oczywiście tutaj nastąpił wybuch śmiechu, a potem pokajanie się. Rzeszów zaś stał się hasłem obozu. Ustaliliśmy, że 54 ofiary śmiertelne mrozu, to zapewne ofiary w samym tylko Rzeszowie, a nazwanie go Europą, jest bardzo miłym, jednak zbyt łatwym uproszczeniem. Aktualnie i Hiszpania przeżywa swój Rzeszów, fala zimna dotarła i tutaj. W samym moim mieście mamy już jedną ofiarę śmiertelną, solił starszy pan i przesolił, upadł i rozbił łeb.

Telewizor był stałym kompanem naszych posiadówek przy piwie, pogoda, el frio siberiano, zajmował chyba wszystkich hiszpańskich dziennikarzy, a relacje dotyczące pogody zdominowały wiadomości. W pewnym momencie puszczono ujęcia z różnych krajów, wypowiedzi różnych osób, ich reakcja na zimno. Pojawiła się seksowna babeczka z Londynu, młody chłopak z Amsterdamu i trzęsąca się z zimna staruszka w berecie, rzecz jasna z Polski, nie zdziwię się jeśli z Rzeszowa. Kobieta wypowiedziała tylko te kilka słów: Ale mówili, że śniegu miało nie być. -w głosie tym było wszystko, rozpacz, rezygnacja, rozczarowanie rządem, gorycz na zamieszanie z receptami, wkurwienie na zbyt krótki dzień i wiecznie pokryte chmurami niebo. W głosie tym był sam smutek.
Oczywiście naszą reakcją znowuż był śmiech. Chociaż w momencie refleksji przysiadam nad tym obrazkiem kobiety zakodowanym w moim łbie i uronię łzę nad jej smutną dolą. Zwłaszcza, że tutaj stare baby żyją zupełnie inaczej. To jest poziom życia!